Zacznę banalnie - podróże kształcą. I dalej niezbyt odkrywczo – Szwajcaria, to naprawdę piękny kraj. Wspaniałe widoki górskie, zielone hale, zwierzęta pasące się na łąkach, gęsto zabudowane małe wioski. O Szwajcarii słyszałam już wiele lat temu, jak pracowałam w Kirgistanie. Bo ten środkowoazjatycki kraj nazywają właśnie drugą Szwajcarią. A teraz mogłam tę legendarną krainę zobaczyć na własne oczy i doświadczyć nie tylko piękna przyrody, ale też poznać wspaniałych, ciekawych ludzi.

Puureheimet – szkoła życia.

To miejsce stworzone przez pastora Ernsta Siebera. Ten protestancki duchowny przez wiele lat służył osobom wyrzuconym poza nawias społeczeństwa – bezdomnym, alkoholikom, narkomanom, wszystkim nieprzystosowanym. Pracował bezpośrednio na ulicach Zurychu, tam szukał swych podopiecznych, wyciągał ich z dołka, starał się pokazywać alternatywne drogi, wywoził ich poza miasto na łono natury. Tworzył miejsca azylu dla zbłąkanych. W taki sposób powstało jedno z nich - niezwykłe miejsce, które odwiedziliśmy - Puureheimet, gospodarstwo, w którym ludzie, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej poprzez pracę ze zwierzętami i ziemią, próbują wyjść na prostą. 

Pokazał nam je Emanuel Wagner, rolnik biodynamiczny i szef rolniczy w Puureheimet. Gospodarstwo jest samowystarczalne i prowadzone metodami biodynamicznymi i ekologicznymi.  Zajmuje się przede wszystkim produkcją mięsa i wędlin, jaj, mąki i warzyw okopowych, które sprzedawane są w samoobsługowym sklepiku na miejscu oraz w Zurychu. 

Celem funkcjonowania gospodarstwa jest praca z ludźmi, którzy znajdują na miejscu kawałek domu. Każdy mieszkaniec ma zaplanowany indywidualnie plan pobytu. I choć w centrum terapii jest jednostka ze swymi indywidualnymi, specyficznymi potrzebami, to jednak warunkiem bycia w Puureheimet jest zaangażowanie się w życie społeczności oraz praca na rzecz wspólnotowego gospodarstwa. W Puureheimet spędziliśmy kilka godzin, oglądając zwierzęta, ogrody warzywne, spacerując po rozległym terenie. 

Pastor Sieber zmarł w wieku 91 lat, na kilka miesięcy przed naszą wizytą, ale będąc w Puureheimet widać, że dzieło jego życia będzie kontynuowane. To dzięki ludziom, których on zdołał za życia przekonać i zaangażować do tych działań.

Plantahof – szkoła rolnicza.

Przez cały pobyt w Szwajcarii korzystaliśmy z gościny lokalnej szkoły rolniczej w miejscowości Landquart, położonej w największym szwajcarskim kantonie, Gryzonia (niem. Graubünden). Początki historii szkoły to rok 1811, kiedy to do Szwajcarii powraca niejaki Thomas Lareda. Dorobił się on majątku jako cukiernik w Sankt Petersburgu. Po powrocie do domu poświęcił się rolnictwu i zainwestował wszystkie zarobione pieniądze w kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo rolne. Ze względu na rosyjską przygodę Laredy miejscowi nadali gospodarstwu nazwę „Russhof”. Największym marzeniem Thomasa było stworzenie pierwszej szkoły rolniczej dla niezamożnych dzieci z rodzin protestanckich na terenie kantonu Gryzonia. Niestety nie udało mu się za życia spełnić tego ambitnego planu. W 1886 roku właścicielem Russhof został 25-letni Rudolf Alexander von Planta, który całą swoją działalność zawodową poświęcił promowaniu rolnictwa górskiego i chowu bydła, a także uprawie winnic. Zmarł w bardzo młodym wieku, miał zaledwie 34 lata. Przed swoją śmiercią zdążył cały majątek przepisać na rzecz kantonu, jednocześnie zobowiązując władze do założenia na jego terenie szkoły rolniczej. Ostatecznie szkoła powstała na terenie gospodarstwa w 1896 roku, które na cześć Rudolfa Alexandra zostało przemianowane z Russhof na Plantahof.

W Plantahof spędziliśmy cztery dni i była to nasza baza wypadowa do miejscowych gospodarstw. Poza tym mieliśmy możliwość nieco podpatrzeć życie szkoły. Wspólnie z uczniami i nauczycielami jedliśmy w szkolnej kantynie, wzięliśmy udział w lekcji na temat budowy i działania traktora. Thomas Vetter, który jest dyrektorem ds. edukacji w Plantahof szczegółowo wyjaśnił nam system edukacyjny praktykowany w szkole. Na mnie największe wrażenie zrobiła ilość czasu, jaką uczniowie spędzają tu na praktykach. Jest to co najmniej 80% czasu spędzonego w szkole. Uczniowie podczas praktyk mieszkają w gospodarstwach u rolników edukatorów i uczestniczą we wszystkich pracach rolnych i domowych. Ja sama, dzięki naszemu kursowi rolnictwa ekologicznego w EUL-u, miałam możliwość doświadczenia ogromnej wartości nauki poprzez praktykę. My także w ciągu dwóch lat ponad połowę czasu spędzamy na praktykach w gospodarstwach. Jednak nie wygląda to już tak dobrze, gdy myślimy o rolniczej edukacji w państwowych szkołach zawodowych w Polsce – dwa tygodnie praktyk w ciągu roku szkolnego! To, co zrobiło na mnie wrażenie to także fakt, że prawie wszyscy uczniowie szkoły, a jest ich chyba ponad czterystu, to dzieci rolników. To młodzi ludzie gotowi na przejęcie gospodarstwa po rodzicach. Szkoła ma dodatkowo w swoim programie specjalne spotkania dla rodziców na temat tego, jak przekazać dzieciom gospodarstwo. Przygotowuje oba pokolenia do tego momentu. Marzyłabym, by coś takiego miało miejsce także u nas, w Polsce, która boryka się z problemem wyludniania wsi, pustoszejących i upadających gospodarstw rolnych, bo nie ma kto ich dalej prowadzić. W mojej ocenie taki system edukacji przyszłych rolników i zainteresowanie młodych ludzi, by przejmować od rodziców gospodarstwa, to wynik tego, że ten zawód cieszy się w Szwajcarii dużym szacunkiem. 

Cieszył także bardzo fakt, że w szkole naucza się rolnictwa tradycyjnego, że każdy z uczniów może wybrać sobie specjalizację w zakresie rolnictwa ekologicznego. 

Co ciekawe, kilkadziesiąt lat temu na terenie kantonu gospodarstwa ekologiczne stanowiły niewielki odsetek. Obecnie spośród 2000 gospodarstw rolnych, ekologicznych jest ponad 60%. Widać więc, że ekologia ma przyszłość i Szwajcarzy dobrze już to rozumieją!

Szkoła posiada ponad 150 hektarów pastwisk i pól uprawnych, hoduje krowy, kozy i owce. Funkcjonuje tu także nieduży sklep z produktami ze szkolnego gospodarstwa. Ja zaopatrzyłam się oczywiście w pyszne alpejskie sery. 


Winnice w Malans.

To była bardzo przyjemna część naszej wycieczki po Szwajcarii. Odwiedziliśmy rodzinę o długich tradycjach winiarskich – pierwszych, którzy zdecydowali się na prowadzenie winnicy w zgodzie z zasadami rolnictwa biodynamicznego i ekologicznego, Margrith i Louis'a Liesch. Dziś, dzięki ich przykładowi i zaangażowaniu, już ponad 20% winnic w Malans prowadzonych jest metodami ekologicznymi, a wieś uważana jest za pioniera organicznej uprawy winorośli we wschodniej Szwajcarii. Państwo Liesch mają także swoje zasługi w promowaniu rolnictwa ekologicznego w Polsce i innych krajach dawnego bloku komunistycznego. Sfinansowali z grupą rolników szwajcarskich szkolenia dla polskich rolników, chętnych do przestawienia się na metody ekologiczne. 20 lat temu fundacja Margrith i Louisa udzieliła wsparcia także naszemu Stowarzyszeniu przez nieoprocentowaną pożyczkę na założenie centralnego ogrzewania w naszym ośrodku.

Podczas spaceru po rozległych winnicach, położonych na zboczach, raczyliśmy się wyjątkowo słodkimi winogronami i pięknymi widokami, jakie rozciągały się dookoła nas. Pogoda też  sprzyjała spacerom. Łapaliśmy promienie wrześniowego zachodzącego słońca. Po spacerze, w domu gospodarzy, raczyliśmy się ich winami oraz potrawami domowej kuchni szwajcarskiej. Zwiedziliśmy także podziemia domu, gdzie fermentują winogrona i powstaje jedno z pyszniejszych białych win, jakie było mi dane pić.

 

 

Rolnicy w zamku.

Państwo Abt. Heidi i Alois, ich piątka dzieci i jedna studentka z Plantahof. Roześmiani rolnicy, którzy po prostu nierealnie dużo robią. Chowają krowy mleczne, bydło i cielęta, które w letnie miesiące wypasane są na alpejskich łąkach. Z pomocą ukochanej suki Flory opiekują się osłami, kozami, kurami, gęsiami i kaczkami. Uprawiają warzywa i sady owocowe. Produkują i sprzedają w małym sklepiku zorganizowanym przy gospodarstwie sery – w tym przepyszny roczny ser alpejski, mięso suszone według tradycyjnych metod, warzywa, owoce jagodowe, przetwory, soki tłoczone, ziemniaki, zboża i kwiaty cięte.

Gospodarstwo prowadzą według zasad rolnictwa ekologicznego od 2002 roku, zgodnie z wytycznymi Bio_Suisse, największej organizacji rolnictwa ekologicznego w Szwajcarii.

Gospodarstwo Heidi i Aloisa położone jest wśród gór, na wysokości 750 m n.p.m., w pięknym zamku Ortenstein w Tomils. Co ciekawe gospodarstwo nie należy do Państwa Abt, oni je dzierżawią i zarządzają nim. Część zamku do dzisiaj jest zamieszkana przez właścicieli, szwajcarską arystokrację. Dla mnie była to zupełna nowość - dzierżawić całe gospodarstwo i jednocześnie prowadzić w nim bardzo poważne inwestycje. Dla mnie jest to sytuacja, która wymaga pełnego zaufania i współpracy wszystkich stron, ale też prawa, które będzie w odpowiedni sposób regulowało takie sytuacje. W Szwajcarii taki model jest bardzo często spotykany, ponieważ ziemia jest tu droga, a nie każdy może dziedziczyć gospodarstwo po rodzicach. Można dzierżawić gospodarstwo na dziesiątki lat, na taki okres, że także twoje dzieci będą mogły w nim zostać i dalej pracować. Nie ma niebezpieczeństwa, że właściciel nagle zażąda byś opuścił gospodarstwo. Wszelkie inwestycje dzierżawców odnotowuje się i odlicza od opłat. Bardzo często właściciele w sposób aktywny wspierają dzierżawców. Heidi powiedziała mi, że remont pomieszczenia na sklepik, który niedawno ruszył przy gospodarstwie, został sfinansowany przez właścicieli posiadłości. Ona zaprojektowała wnętrze, oni pokryli koszty wykonania projektu. Prawo i zaufanie czy raczej odwrotnie – na pierwszym miejscu zaufanie, a potem prawo, które reguluje wszelkie niuanse.

 

Kura z bratem i spółdzielnia mleczarska

To był już nasz ostatni dzień w zielonej Szwajcarii. Spędziliśmy go z rolnikiem biodynamicznym  Kurtem Brunnerem i członkami spółdzielni mleczarskiej ze wsi Wernetshausen.

Kurt, jak wielu rolników, których poznaliśmy przez te kilka dni, przede wszystkim zajmuje się chowem zwierząt, a także uprawą zbóż i sadami. Kurt ma też swój życiowy projekt, który nazwał „Kura z bratem” (niem. Huhn mit bruder). Projekt ten polega na bardziej etycznym chowie drobiu. 

W przemysłowych hodowlach, traktujących zwierzęta w sposób totalnie przedmiotowy, liczą się tylko te osobniki, które przyniosą konkretny zysk. Ten proces zaczyna się już w zamkniętych zakładach hodowlanych, gdzie tworzy się hybrydy dające maksymalną ilość mięsa czy jajek. W obu przypadkach jako udany produkt traktowana jest tylko jedna z płci. Męskie pisklęta zagazowywane są niedługo po wykluciu się. W tym strasznym procesie uprzedmiotowienia zwierząt, męskie pisklaki traktowane są po prostu jak odpadki.  

Kurt podjął próbę bardziej zrównoważonej i etycznej hodowli drobiu u siebie w gospodarstwie. „Kura z bratem” jest przedsięwzięciem, które ma na celu powstrzymanie zabijania męskich piskląt. W tym gospodarstwie nie zabija się kogucików zaraz po wykluciu, lecz chowa je przez co najmniej pół roku. Także kurom pozwala się na kilkukrotne pierzenie, co wiąże się z przerwą w znoszeniu jaj i przedłużeniem ich życia nawet trzykrotnie w porównaniu z wielkimi fermami.

Kurt stara się odtwarzać i pielęgnować stare rasy kur, by, jak sam mówi, wykorzystywanie genetyki reprodukcyjnej pozostawić w chłopskich, a nie przemysłowych rękach. Przeciwstawia się modyfikacjom, które prowadzą do patentowania określonych ras przez garstkę światowych firm i monopolizowania przez nie na skalę globalną rynków. 

 

Kurt jest także członkiem lokalnej spółdzielni mleczarskiej. Dostarcza mleko do mleczarni Sennerei Bachtel. Wszystkie produkty wytwarzane w tej mleczarni posiadają atest Demeter – czyli atest rolnictwa biodynamicznego, a także świadectwo ich najwyższej jakości. O czym zresztą mogliśmy się przekonać kosztując na miejscu jogurtów, kefirów, śmietany, serków. Produkty Sennerei Bachtel są wytwarzane wyłącznie z mleka surowego pochodzącego od krów wypasanych na otwartym powietrzu, na pastwiskach. Krowy te nie mogą, zgodnie z zasadami biodynamiki, być karmione sianokiszonkami.

Po mleczarni oprowadził nas Vital Brodbeck, który pokazał nam linie produkcyjną, magazyn z produktami, przechowalnię serów długo dojrzewających. Co ciekawe, okazało się, że w mleczarni nadal korzysta się z kotłów miedzianych, które niestety u nas już od wielu lat są zakazane, jako niebezpieczne, a jednak praktyka wielu pokoleń pokazuje, że jest to jeden z najlepszych materiałów do warzenia serów.

Tekst i zdjęcia: Agnieszka Makowska

Wizyta w Szwajcarii została zorganizowana w dniach 17 – 20 września przez Stowarzyszenie Ekologiczno Kulturalne Ziarno w partnerstwie z Reto Ingoldem w ramach projektu:„Teaching Organic Literacy in Grundtvigian style” z programu Erasmus+. Poza członkami Ziarna wzięli w niej udział przedstawiciele instytucji partnerskich: Uniwersytetu Zrównoważonego Rozwoju w Eberswalde, bułgarskiej organizacji BotanicaLife, duńskiego Uniwersytetu Ludowego w Brenderup oraz Gminy Adamów i Uniwersytetu Ludowego w Radawnicy.

Polecane artykuły

Wieści znad Wisły

Od 1994 roku Stowarzyszenie  ZIARNO jest wydawcą lokalnej gazetki-„Wieści znad Wisły”, która nie tylko opisuje miejscowe wydarzenia, ale daje szansę wypowiedzenia się na jej ...

Publikacje 2014-07-23 08:22:20

Dane kontaktowe

Stowarzyszenie ZIARNO

Grzybów 1/2
09-533 Słubice

tel./fax: 24 277 89 63
tel. kom.: +48 606 805 900
e-mail: ziarnongo@o2.pl

Sfinansowano ze środków Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego, programu Erasmus+, a także duńskiej Fundacji Velux.